Dr n. med. Michał Grzeszczak - chirurg ogólny i naczyniowy
Chirurgia to dziedzina wymagająca nie tylko precyzji i wiedzy, ale także ogromnej odporności psychicznej i empatii wobec pacjentów. Michał Grzeszczak, doświadczony chirurg ogólny i naczyniowy, ordynator Oddziału Chirurgii w Szpitalu przy ul. Lutyckiej w Poznaniu, od września br. będzie swoją wiedzą i doświadczeniem służył również pacjentom w Med Polonia w Poznaniu. Jakie cechy niezbędne są w zawodzie lekarza? Co oznacza umiejętność budowania zaufania zarówno w zespole, jak i w kontakcie z pacjentem? O jakie nowe zabiegi zostanie wzbogacona oferta szpitalna przy ul. Obornickiej 262? To opowieść o odpowiedzialności, pokorze i satysfakcji, które kryją się za białym fartuchem.
Rozmowę przeprowadziła Magdalena Ciesielska z Poznański Prestiż

Magdalena Ciesielska: Wielu pacjentów mówi o Panu, że jest Pan „lekarzem z powołania” – otwartym, tłumaczącym i bardzo ludzkim. Jak Pan sam postrzega swoją rolę?
Michał Grzeszczak: Na pewno nie należę do osób z parciem na szkło. Zdarza się jednak, że po dyżurach czy spotkaniach telefon dzwoni bez przerwy – znajomi znajomych, pacjenci,
ktoś z rodziny chorego. To taka pajęczyna połączeń. Mimo to staram się zawsze pamiętać, że lekarz musi być przede wszystkim pokorny.
Skąd wybór chirurgii naczyniowej i ogólnej? To przecież bardzo wymagająca specjalizacja.
Z ciekawości i chęci wyzwania. To dziedzina trudna, wymagająca odpowiedzialności, przewidywania, ale przede wszystkim pokory. Spotkałem w swoim życiu
chirurgów z „kompleksem Boga” – uważali, że są najlepsi. Moim zdaniem prędzej czy później to wychodzi na jaw. Lekarz nie powinien stawiać siebie ponad pacjenta.
Pacjenci podkreślają, że Pan bardzo dużo tłumaczy i nie pozostawia ich samych z diagnozą.
Tak, uważam, że pacjent musi wiedzieć, co się z nim dzieje. Dlatego zawsze dostaje ode mnie kartkę A4 z trzema–czterema zdaniami: diagnozą, zaleceniami i informacją, co mu się należy w ramach NFZ, a za co trzeba dopłacić. Pacjent nie może wyjść z gabinetu z większą niewiedzą niż wszedł. Nie może też zostać przytłoczony nadmiarem informacji.
Jak Pan ocenia świadomość zdrowotną społeczeństwa? Czy profilaktyka jest dziś traktowana poważniej niż kiedyś?
Widzę poprawę, głównie dzięki mediom społecznościowym. Ludzie mają łatwy dostęp do wiedzy, pytają, sprawdzają, stają się coraz bardziej świadomi. Zawsze powtarzam, że cenię pacjentów, którzy zadają pytania – wtedy jest między nami prawdziwy kontakt. Jednocześnie przestrzegam przed diagnozowaniem się na podstawie Internetu. Trzeba się zawsze skonfrontować z lekarzem odpowiedniej specjalizacji.
Czy choroby naczyniowe różnią się w zależności od płci?
Nie ma prostego podziału na „kobiece” i „męskie” schorzenia. Zakrzepicę może mieć zarówno 20-latek z chorobą nowotworową, jak i 70-latek z ograniczoną mobilnością. Duże znaczenie mają geny, styl życia i choroby współistniejące.
Podkreśla Pan zawsze wagę rozmowy – nie tylko z pacjentem, ale i z rodziną.
Tak, to niezwykle ważne. Wiele spraw sądowych czy odszkodowawczych bierze się z tego, że pacjent lub jego bliscy czują się niedoinformowani. Ja wolę powiedzieć więcej, nawet ostrzej, żeby potem pozytywnie zaskoczyć, niż ukrywać fakty. Ale trzeba też wyczuć psychikę pacjenta – nie każdy zniesie trudną wiadomość wprost. Dlatego rozmowa z najbliższymi w wielu sytuacjach kryzysowych, nagłych czy w chorobach terminalnych, jest zasadna.
Jak wygląda sytuacja pacjentów w stanach terminalnych?
Czasem trzeba powiedzieć rodzinie: „dajmy mu humanitarnie odejść”. To nie eutanazja, tylko rezygnacja z terapii daremnej, która przedłuża cierpienie. Miałem wielu pacjentów, którym mogłem pomóc tylko poprzez
rozmowę z bliskimi i skierowanie do hospicjum czy poradni leczenia bólu. To też jest część naszej pracy.
Wracając do profilaktyki – jakie badania uważa Pan za kluczowe?
Kolonoskopia, tomografia komputerowa, USG jamy brzusznej, badania endoskopowe. Proste badania mogą uratować życie – np. USG wykrywa tętniaki. To bezbolesne, tanie i skuteczne badanie.
Wykonuje Pan badania obrazowe, takie jak USG jamy brzusznej czy USG Doppler. Czy potrzebę zastosowania Dopplera trzeba jeszcze tłumaczyć pacjentom?
Mówię prosto: są tętnice i żyły – tętnice doprowadzają krew, żyły odprowadzają. Badanie Dopplerem pozwala ocenić ich drożność. Pacjent nie potrzebuje skomplikowanych definicji, tylko jasnego wytłumaczenia. Taki konkret w wielu wypadkach bardzo pomaga. Duże znaczenie dla naczyń, kości i stawów ma odpowiednia dieta, ruch, aktywność fizyczna.
Czy o tym Pan musi przypominać pacjentom?
Trzeba mówić pacjentom wprost: palenie, tłusta dieta, brak ruchu to droga donikąd. Nie da się zmienić wszystkiego od razu, ale krok po kroku można poprawić zdrowie. Ja zawsze powtarzam:
„Proszę Pana, zdrowie to bilet w przyszłość. Decyzja należy do Pana”. Czasami lepiej powiedzieć: „Ma pan dla kogo żyć” niż straszyć, że ktoś umrze od papierosów czy tłustego jedzenia. Argument emocjonalny działa skuteczniej niż zakazy. Poza tym pacjenci dziś mają łatwy dostęp do mediów i coraz częściej sami interesują się zdrowym stylem życia.
A jak wygląda kwestia leków na cholesterol, zwłaszcza statyn? Opinie są podzielone.
Obowiązują pewne standardy – statyny są podstawą leczenia miażdżycy. Ale nie zawsze trzeba je od razu włączać. U młodych kobiet ze szczupłą sylwetką często wystarczy dieta. Natomiast gdy cholesterol jest znacznie podwyższony, statyna jest konieczna. Trzeba pacjentowi jasno powiedzieć, że to leczenie przewlekłe – odstawienie leku powoduje gwałtowny wzrost cholesterolu. To nie antybiotyk na kilka dni, tylko lek brany latami.
A najlepiej w temacie statyn wypowiadają się kardiolodzy, bo to oni prowadzą pacjentów najdłużej.
Zajmuje się Pan także przypadkami nagłymi. Z jakimi sytuacjami spotyka się Pan najczęściej?
Jako szef oddziału dyżurowałem bardzo często i nie było taryfy ulgowej. Spotykałem ostre zapalenia wyrostka, niedrożności, zapalenia pęcherzyka żółciowego, urazy jamy brzusznej, a także powikłania pooperacyjne – krwotoki, problemy z gojeniem ran. To codzienność chirurgii.
Wspomniał Pan wcześniej o tętniakach. Jak się je wykrywa i leczy?
Tętniaki aorty – pierwszym badaniem przesiewowym jest USG jamy brzusznej. Tętniak daje objawy dopiero później, pacjent często nie zdaje sobie sprawy, że go ma. Jeśli osiągnie określoną średnicę, kwalifikuje się do operacji – klasycznej, z protezą, albo endowaskularnej, ze stent-graftem.
Jakie zabiegi będzie wykonywał Pan w MedPolonia?
Skupiamy się na chirurgii ogólnej – operacjach przepuklin i pęcherzyka żółciowego. To stosunkowo bezpieczne zabiegi. Nie operujemy tu tętniaków czy skomplikowanych przypadków – takie wymagają pobytu w ośrodku referencyjnym. Natomiast przepukliny czy laparoskopowe usunięcia pęcherzyka żółciowego będziemy wykonywać regularnie.
A co z leczeniem żylaków i tzw. „pajączków naczyniowych”? To temat bardzo bliski kobietom.
Pajączki są pierwszym stopniem niewydolności żylnej, żylaki – drugim. W MedPolonia będziemy oferować różne metody leczenia: klasyczne (stripping) i wewnątrznaczyniowe. Zainteresowanie jest ogromne.
Każdy pacjent i każda pacjentka muszą jednak przejść kwalifikację. Uważam, że najlepiej, jeśli ten sam lekarz prowadzi diagnostykę i operuje – wtedy pacjent czuje się bezpieczniej.
Poczucie bezpieczeństwa pacjenta. Jak to wygląda w praktyce?
To trudne. Staram się być punktualny, bo nie lubię, gdy ktoś czeka na mnie, tak jak ja nie lubię czekać na innych. Jeśli wiem, że się spóźnię, zawsze dzwonię do rejestracji, żeby pacjenci zostali poinformowani.
Szacunek do czasu pacjenta jest podstawą.
Wspomniał Pan o przewlekłych dolegliwościach, a teraz chciałam zapytać o sytuacje nagłe, jakimi Pan się zajmuje.
Przede wszystkim to pacjenci przywożeni karetką, np. po wypadku. Jeśli mamy ewidentny uraz brzucha – pacjent blady, spocony, ciśnienie spada – nie ma czasu na przedłużoną diagnostykę. Od razu podejmujemy decyzję: stół operacyjny i działamy. Oczywiście, podstawowe badanie, np. USG, powinno być wykonane, ale każdy przypadek jest inny i wymaga szybkiego osądu.
Jak Pan się regeneruje po długich dyżurach, po sytuacjach stresogennych?
Różnie. Lubię wsiąść na rower, żeby przewietrzyć głowę i dotlenić mózg. Wiem, że po pracy w zamkniętym pomieszczeniu potrzebuję oddechu. Zdarza się też, że wracam do domu zmęczony, ale wsparcie bliskich bardzo mi pomaga. Jednak staram się planować czas w granicach możliwości organizmu. Mam wsparcie żony, rodziców i bliskich. To pozwala zachować balans i cieszyć się zarówno pracą, jak i życiem prywatnym.
W tym roku obchodzi Pan trzydziestolecie pracy zawodowej. Jak zaczynał Pan swoją drogę?
Zaczynałem od pracy w firmie farmaceutycznej jako przedstawiciel medyczny, później szpital powiatowy, wojewódzki, klinika chirurgii naczyń, a następnie ordynatura na Lutyckiej.
Zawsze, co pragnę podkreślić, interesowało mnie kształcenie i zdobywanie doświadczenia, nie same tytuły czy stanowiska.
Co te lata pracy nauczyły Pana o zarządzaniu zespołem?
Najważniejsze to praca z ludźmi, nie nad nimi. Staram się, żeby każdy miał możliwość wykazania się. Będąc ordynatorem, nauczyłem się podejmować decyzje oraz brać odpowiedzialność
– bo według mnie brak decyzji jest najgorszą decyzją. Dużo dała mi praca w szpitalu powiatowym w Wągrowcu – operowałem na ortopedii, chirurgii naczyniowej, neurochirurgii.
Nauczyłem się pokory, że można wiele zrobić, ale nie wszystko. Trzeba też wiedzieć, kiedy odesłać pacjenta do ośrodka referencyjnego. W medycynie warto skupić się na wybranej dziedzinie i być w niej naprawdę dobrym.
Jak rozpoczyna Pan współpracę z MedPolonia?
Nie wyobrażam sobie pracy bez osób, którym w pełni ufam. Współpraca w grupie jest kluczowa – samodzielnie można się wiele nauczyć, ale wspólnie osiąga się najlepsze
rezultaty. Ordynatura nauczyła mnie też, że nie chodzi o tworzenie wrogich miejsc pracy, tylko o wspieranie się nawzajem.
Czyli jest Pan dostępny dla pacjentów?
Nigdy nie zostawiam pacjenta bez odpowiedzi. Zachęcam do kontaktu z Med Polonia i umówienia się na wizytę w odpowiednim terminie. Jestem do dyspozycji pacjenta
i z chęcią udzielę wyczerpującej odpowiedzi oraz wszelkiej potrzebnej pomocy medycznej.
Dziękuję, Panie doktorze, za inspirującą rozmowę.
Również dziękuję. Cieszę się, że mogłem podzielić się doświadczeniem.